Wspomnienie o Irenie

Jul 3, 2018 at 1:49 am

Kólowa „królowej sportu”. Irena Szewińska zmarła 29-go czerwca po długich zmaganiach z chorobą nowotworową.
Krążyliśmy przez wiele lat w tych samych kręgach lekkoatletycznych, tym bardziej, że jesteśmy (byliśmy) w zbliżonym wieku.

Irenę spotkalem po raz pierwszy w Warszawie w 1966 roku, w biurze PZLA.
Dawna siedziba PZLA przy ulicy Foksal 19 była zwykle punktem zbornym wszystkich reprezentacji, miejscem odbieranie strojów narodowych, sprzętu, załatwiania dodatkowych dokumentcaji do paszportów  i wiele innych takich „życiowych” spraw. Chłopacy – juniorzy wybierający się wtedy na mecz do Włoch mieszali się z seniorską reprezentacją załawiającą „sprawy” przed Mistrzostwamu Europy w Budapeszcie. My – totalne żółtodzioby, oni – najjaśniejsze gwiazdy firmamentu lekkoatletycznego.
Najmłodszą z gwiazd była Irena. Miała zaledwie 20 lat, jednak była już posiadaczką trzech medali olimpijskich z Tokio, 1964: dwóch srebrnych w biegu na 200m i w skoku w dal oraz  złotego w sztafecie 4x100m, okraszonego zresztą rekordem świata.
Wszyscy juniorzy wiedzieliśmy prawie wszystko o Jej osiagnięciach i bardzo mile byliśmy zaskoczeni Jej skromnością i bezpośredniością. Jeszcze wtedy nie zdawaliśmy sobie sprawy z faktu z jaką legendą mieliśmy okazję spotkać się.

Szewinska 1

 

Irena Szewińska była przykładem dążenia do doskonałości. Wiedziała, jak trudna jest droga na wyżyny świata, jednak sprawiała wrażenie, że właśnie taką drogę przez ciernie bardzo lubi.
Być może Jej życie osobiste niejako z góry przygotowało Ją do takiej walki bez końca?
Zacznijmy od początku: urodziła się 24 maja 1946 roku w Leningradzie, gdzie jako dziecko musiała przeżyć nędzę i rozpacz zniszczonego wojną, głodującego wielkiego miasta. Niedługo potem rodzina po repatriacji zamieszkała w Warszawie.

Jako młoda dziewczyna chciała zostać aktorką teatralną, podobnie, jak Jej kolega „z ławki” Daniel Olbrychski, jednak Jej losy życiowe potoczyły się inaczej.
Gdy w szkole odkryto jej wielki talent lekkoatletyczny, została natychmiast wciągnięta w tryby machiny sportowej, stając się najpierw bohaterką Czwartków Lekkoatletycznych, zainicjowanych przez redakcję Expressu Wieczornego. Imponując warunkami fizycznymi (176 cm, 60 kg), zadebiutowała w tym samym miejscu, co przedwojenna mistrzyni olimpijska w rzucie dyskiem Halina Konopacka, czyli w stołecznym parku Agrykola. Gdy w zawodach czwartkowych skoczyła wzwyż 138 centymetrów, co było wówczas rekordem Polski młodziczek, Express Wieczorny od razu ogłosił narodziny gwiazdy, no i dalej wszystko już poszło jak z płatka, bo od razu porwano ją do Kolejowego Klubu Sportowego Polonia Warszawa, w którego barwach startowała przez okres całej lekkoatletycznej kariery (1961-1980).
W wieku 18 lat została natychmiastową największą polską gwiazdą lekkiej atletyki.

Szewinska 2

Latem 1964-go roku, w pierwszych Europejskich Igrzyskach Juniorów na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie zdobyła złote medale na 200 m, w skoku w dal i w sztafecie 4 x 100 m, już wtedy tworząc niezrównany duet sprinterski z Ewą Kłobukowską.
Wczesną jesienią tego samego roku – kolejne 3 medale, tym razem olimpijskie w Tokio … Nikt nigdy takiego „mocnego uderzenia” nie dokonał! I tak przez następne 15 lat!

 

W 1981 roku Irena zakończyła karierę sportową, a ja – wybrałem się do Kanady.
Spotkaliśmy się znów na Mistrzostwach Świata w 1991 roku w Tokio, w miejscu Jej wielkiej uwertury, a później, wielokrotnie przy okazji większych lekkoatletycznych imprez międzynarodowych. Irena była szefową PZLA przez wiele lat, a także wiodącą siłą ruchu olimpijskiego i międzynarodowego ruchu w zakresie aktywizacji kobiet w lekkiej atletyce.
Dodam kuriozum z polonijnej łączki: Heniek Sochacki zorganizował swego czasu „Polonijną Olimpiadę Wiedzy Sportowej”, na którą zaprosił Irenę w charakterze … jury …
Irena przyjęła zaproszenie, przyleciała do Toronto na kilka dni, pokonała dla nas taki szmat drogi, spotkala się z Polonią i …  poleciała na kolejne spotkanie MKOL gdzieś  … w Lozannie. Taki to człowek!
Nigdy nie zapomnę wyjątkowej sytuacji w 1997 roku na Mistrzostwach Świata w Atenach, gdzie na wspólnym spotkaniu (Ona -  szefowa polskiej, a ja – kanadyjskiej reprezentacji) wspomniała wręcz ze złościa, że niektórzy zawodnicy są tu tylko po to aby być, a nie aby wygrywać.
Ona była stworzona tylko do wygrywania. Z wyjątkiem tej ostatniej batalii…

Cześć Jej pamięci …