Sporty na kółkach

Jul 31, 2018 at 7:03 pm

Taki to okres roku: piłka ma przerwę, lekkoatletyka przygotowywuje się do Mistrzostw Europy, tenis – małe turnieje. Wypada pogawędzić o sportach na kółkach.
Zacznę od Tour de France.
Właśnie w ubiegłą niedzielę dobiegło do końca jego 105-te wydanie. Sam wyścig jest starszymm bo, jego pierwsze wydanie przypadło na rok 1903, jednak przerwy wojenne spowodowały wiele luk.
Tour de France jest bardzo kontrowersyjnym wyścigiem z wielu względów, jednak zwykle kojarzy się z przekrętami dopingowymi.
Największą aferą była ta z Lance’m Armstrongiem w roli główniej, lecz nie oszukujmy się – nie podejrzewam nawet jednego mistrza, który byłby tak naprawdę czysty.
Ci starsi zwycięzcy oczywiście krytykuje tych młodszych, jednak nikt nigdy dopingu w Tour de France w dawniejszych czasach nawet nie próbował wykryć.
O dopingu wszyscy w sporcie wiemy sporo i nie jest to wymysł najnowszej generacji. Aby zaszokować – pierwsze wzmianki o dopingu pochodzą z Chin … 4000 lat temu!
Wielkim mistrzem w dzisiejszych czasach jest Christopher Froome z Anglii, który wygrał wszyskie najważniejsze wyścigi zawodowców, łącznie z tegorocznym Giro de Italia, podczas którego złapano go dwukrotnie na używaniu niedozwolonych środków dopingujących. Dwukrotnie!
Oczyszczono go z zarzutów właśnie na sam start w Tour de France. Międzynarodowa Federacja Kolarska myślała, że udział Frooma podniesie jakość wyścigu, jednak Francuzi o tym dopingu nie zapomnieli.
Gdzie tylko pokazał się, witały go gwizdy i niezadowolenie.|Nie jest to nowość, gdyż od dawna podejrzewa się go o używanie środków wspomagających, jednak, do bieżacego roku we Włoszech, nikt go nigdy nie złapal.
Tak na prawde, także i Lance Armstrong nigdy nie został złapany podczas testów, a cała sprawa wytoczona przeciwko niemu oparta była na zeznaniach kolegów z zespołu.
Froome tym razem nie wygrał. Zwyciężył jego kolega z zespołu, Walijczyk Geraint Thomas.

Formuła 1 także „jedzie” na wakacje.
Czeka nas miesiąc „wolnego, gdyż pierwsza połowa sezony zakończyła się również w ostatni weekend wyścigiem w Budapeszcie.
Krajobraz nieco zmienił się w ostatnich miesiącach. Dominacja Mercedesa nie jest taka ogromna i, gdyby nie pech Vettela w ostatnich dwóch wyścigach – Ferrari byłoby na prowadzeniu w obu klasyfikacjach.
Jedynym polskim akcentem tego samochodowego „cyrku” jest udział Roberta Kubicy w przygotowaniach samochodów w zespole Williamsa.
Kubica wie, co robi, jednak publicznie na ten temat jakości zespołu czy też jego kierowców się nie wypowiada. I dobrze, bo nie ma o czym.
Z kolei rosyjski kolega z zespołu, kierowca Sierotkin tak się wypowiedział na konferencji prasowej: „ Myślę, że udało nam się ukończyć pierwszą połowę tegorocznego sezonu na wysokim poziomie. Oczywiście, nie jest to widoczne w wynikach, ale taka jest prawda. Rzecz jasna, nadal mamy miejsce na poprawę, co dokładnie przeanalizujemy i skorygujemy podczas przerwy wakacyjnej. Możemy zdziałać naprawdę bardzo dużo”.
Dadam tu, że chłop nie zdobył jeszcze nawet jednego punktu.|

A na koniec – żużel.
Druga cześć sezonu rozpoczęta. Miniony weekend zaczął się od wielkiego uderzenia. Unia Leszno startowała na wyjazdach dwukrotnie w ciągu zaledwie 48 godzin. Dała sobie radę na czwórkę z plusem, gdyż zremisowała ze Stalą w Gorzowie i wygrała z Falubazem w Zielonej Górze.
Ten ostani mecz spowodował, że potęga żużlowa z Zielonej Góry znajduje się na zupełnym końcu tabeli.
Nigdy w taką sytuację nie uwierzyłbym, gdyby ktoś mi coś takiego powiedział na początku sezonu.
Trener zielonogórzan, Adam Skórnicki, powiedział: „Zawodnicy mają powody, aby usprawiedliwiać porażkę. Pracowaliśmy dużo, ale warunki w czasie meczu zupełnie nas zaskoczyły. Przez awarie sprzętu tor trzeba było przygotowywać zupełnie inaczej. W ten sposób mógł wkraść się błąd. Stan toru na pewno nie pomagał w walce z mistrzami Polski.”
Moje spojrzenie na zaistniałą sytuacje jest takie: wyniki nie zależą od polewaczki, bo oba zespoły jeździły na tym samym torze.