Sport zawodowy

Aug 22, 2018 at 2:37 pm

Sport zawodowy -  sport amatorski, oba przeplatają się od wieków.
Takiego prawdziwego sportu amatorskiego można chyba tylko zasmakować na samym początku kariery zawodniczej, kiedy to jeszcze rodzice w pełni utrzymuja i pokładajś na młodego adepta. Z biegiem czasu życie sportowca zmienia się, wolniej czy szybciej, jednak szybkość ta zależy w głównej mierze o talentu i „jakości” sportowca.

Tak, naprawdę, czystego sportu amatorskiego nigdy nie było.
Ktoś może powiedzieć, że w czasach starożytnej Grecji, jednak to nie jest prawda.
Już w tamtych czasach zwycięzcy Igrzysk Olimpijskich dostawali nagrody – darowizny, ale nie to było najważniejsze. Czempioni wskakiwali niejako do elit rzadzących, a jest to z peności a lepsza nagrada na całe życie niż jakies stado krów.

Dlaczego o tym piszę? Zbliża się kolejny Memoriał Kamili Skolimowskiej i przypomiona mi on moje wszystkie doświadczenia zakulisowe tak kariery zawodniczej jak i trenerskiej.
Lekkoatletykę rozpocząłem uprawiać w wieku 10 lat, tak jak wszyscy, w szkole, w czwórboju lekkoatletycznym.
Szybko udało mi się pobić rekord Polski w pchnięciu kulą w wieku do 14 lat i od tego czasu zaczął się mój sport zawodowy.
Na zawodach LZS w Miejskiej Górce koło Rawicza wygrałem radio. Wróciłem do domu witany jak gwiazda. W końcu LZS-y miały w tamtych czasach „szmal”!
Później załapałem się do reprezentacji juniorów, gdzie na pierwszym wyjeździe do Wloch w wieku 18 lat zarobilem przez dwa tygodnie 140 dolarów dniówek. Więcej, niż mój ojciec w ciągu roku!
Piszę, jakby nie byłóo, o marnych zarobkach, które jedna w tamtych czasach i w tamtej rzeczywistości  miały inny wymiar. Czołowi zawodnicy, ci najlepsi na świecie dostawali w nagrodę … mieszkanie, małego fiata czy kolorowy telewizor.
Mo sąsiad, mistrz świata w żeglarstwie, powiedział mi, ze dostał … telefon! Wiekszy sukces, niż złoty medal!

Czasy się zmieniają.
Dla porównania podam żadania Usaina Bolta, kiedy startował na Memoriale Skolimowskiej. Żeby w 2014 roku w ogóle zjawił się Warszaie Usain Bolt, pierwsze telefony do menedżera wykonano ponad pół roku wcześniej. Rachunek: milion złotych plus PlayStation, które sprinterowi do hotelu musiała pożyczyć Anita Włodarczyk. Kilka sekund jego biegu to finał tuzina rozmów o budżecie … tylko jednego zawodnika. Nie dość tego – Bolt po starcie chciał się „dobrze zabawić”, też na rachunek organizatorów.

Nie wszyscy są tacy wymagający jak Bolt, ale wszyscy maja określone stawki za swoje występy.
Stawki – stawkami, ale to organizator decyduje na końcu o wypłatach.
Dodam tu jeszcze jedną perełkę z własnego doświadczenia.
Na pokazowych zawodach w skoku wzwyż przed budynkiem City Hall w Toronto w 1984 roku startowali czempioni skoku z Igrzysk Olimpijskich w Montrealu: Jacek Wszoła (złoto), Kanadyjczyk Greg Joy (srebro) i Amerykanin Dwight Stones (brąz). Mój kolega był dyrektorem zawodów i to on rozdzielał pieniądze.
A, że chytry, to chciał zaoszczędzić … na kim? Na Wszole, bo z biednej Polski, gdzie dolar miał wielką przebitkę. Chciał zapłacić Stonesowi 4x wiecej, niż polskiemu mistrzowi olimpijskiemu.
Strasznie się oburzyłem, wiec zmienił zdanie, czego do dziś żałuje…

Nie wspominam o piłkarzach, bo ten sport faktycznie do regularnych sportów nie powinien być zaliczany.
Piłka nożna jest „fenomenem rozrywkowym”, a za to powinno się płacić.
Aby finanse miały jakikolwiek sens w PRL, wszyscy czołowi piłkarze byli zatrudnienia „na lewo” w zakładach pracy, aby być porównywalnymi na arenie międzynarodowej.

Nie jestem zwolennikiem opłacania miernoty, jednak dobry mecz piłkarski ogląda widownia nieporownywalna z czymkolwiek innym. Jest tez bardzow ważnym elementem utrzymuwania równowagi społecznej. Ta kwestia ma znacznie szerszy zasięg, niż sam sport.
Jestem zwolennikiem opłacania wybitnych sportowcóqw podobnie jak wybitnych artystów.
Kariera zawodnicza jest krótka, pełna niebiezpieczeństw kontuzji i utraty zdrowia.

Powinni zarobić na starość, bo za wszystko płacą zdrowiem.