Transfery sportowe

Jul 10, 2019 at 12:58 pm

To wielka tradycja od lat.
Ta się składa, że transfery sportowe są jedna z najważniejszych ogniw w skomplikowanym łańcuchu organizacji sportowych.
Im bogatszy i bardziej marketingowo znaczący sport, tym bardziej skomplikowane transfery.
Oczywiście – sportem numer jeden w tym zakresie jest piłka nożna.
Są dwa okna transferowe w piłce: jedno – zimowe, a drugie letnie.
Zimowe jest krótsze, letnie dłuższe, a chodzi o jedno: aby podbierać sobie nawzajem zawodników w ściśle wyznaczonym okresie.
Oczywiście – są dwie szkoły rozwijanie sportu: jedna – długoterminowa, oparta na szkoleniu młodzieży, budowaniu tradycji klubowej, przywiązania do kolorów, miasta czy społeczności, w którym się dany klub znajduje. Druga – bardziej skuteczna w zdobywaniu mistrzostw: kupowanie gotowych zawodników.
Od dawna wiemy, że najlepsze kluby składają się z najlepszych zawodników.
Jest to pewnik, jednak nie ma pewności, że dany klub akurat wygra mistrzostwo.
Aby zdobyć mistrzostwo, trzeba podejść do biznesu sportowego w jak najbardziej biznesowy sposób. Trzeba zakupić dobrych zawodników i mieć personel szkoleniowy, który potrafi poradzić sobie z menadżerką rozkapryszonych gwiazd.
Czy to koszykówka, czy piłka nożna, football amerykański czy hokej – zjawisko jest takie samo.
Najwyżej płatne gwiazdy są rozkapryszone i wielokrotnie nie chodzi im o dobro zespołu, tylko o własne ego.
Zbiorowisko gwiazd to niekoniecznie dobry zespół.
Aby dobrać zgrany zespół potrzeba pieniędzy, wiedzy i warunków. Podobnie jak z pieczeniem chleba: materiał- piekarz-piekarnia.
Otóż w dużych klubach sortowych wszyscy o tym doskonale wiedza, więc transfery zawodników i trenerów są nagminne.
To nie tylko widzimisię właściciele. To fakt życia: ileż to razy okazało się, że trener czy zawodnik przysłowiowo „nie sprawdzał się” w danym klubie, a po przeniesieniu do innego – nagle zakwitł?
Są, oczywiście, profesjonałowie, którzy bez znaczenia na miejsce pracy zawsze wykazują się wspaniałymi osiągnieciami. Do takich można zaliczyć choćby trenera Pepa Guardiolę czy piłkarza Christiana Ronaldo.
Zacznę od zawodnika: Ronaldo wygrał tytuły w najważniejszych ligach, w których grał: Premier League w Manchesterze United, w Realu czy w Juventusie.
Nie dość tego – był najlepszym zawodnikiem w tych swoich klubach, posługując się zupełnie innymi językami, przystosowując się do coraz to nowych warunków itd.
Podobnie Pep Guardiola: w Barcelonie, później w Bayernie Monachium i teraz w Manchesterze City.
Transferując właśnie takich zawodników czy trenerów, kluby podnoszą swoja wartość finansowa, a przecież tylko o to chodzi.
Czy tylko? Otóż właścicielami największych klubów sportowych są najbogatsi ludzie czy koncerny. (Koncerny to też ludzie, tylko na papierze wygląda to inaczej).
Już na początku tego wieku rosyjski miliarder Roman Abramowicz zakupił londyński zespół piłkarski Chelsea i zaczął w ten biznes dosłownie topić pieniądze.
Był to okres budowania wielkich fortun w Rosji, często niekoniecznie uczciwie, więc nadmiar gotówki często wykorzystywano w zakupie biznesów trudnych do rozliczeń finansowych.
Gotówka przy zakupie klubu, gotówka z biletów, gotówka, gotówka …
Połapali się w tym biznesie również szejkowie z zatoki perskiej i doszło do rywalizacji finansowej, która, prawdę mówiąc – nie ma większego sensu w przekładni jakości sportowej. Bez wątpienia jednak – to jest rywalizacja w praniu brudnych pieniędzy.
Zresztą tzw. cywilizowany świat słynie od wieków odpowiednim pomijaniem przepisów finansowych.
Nie dotyczy to wszystkich, gdyż robotnicy-wyrobnicy pracują za czeki i trudno im omijać przepisy. Co innego – sfera największych potentatów finansowych.
To właśnie dla nich stworzono te „off-shore accounts”, to właśnie dla nich stworzono możliwości inwestycji, które są bliskie sercu biednym i blisko portfelowi bogatym.
Tak więc transfery sportowy dotyczą nie tylko sportu.