Boks

Jul 31, 2019 at 2:49 pm

Nie jestem wielkim fanem boksu, choć należy on do jednych z najbardziej popularnych sportów.
Sam próbowałem go trochę „wykorzystywać” w moim lekkoatletycznym treningu.
Interesowała mnie zwinność i szybkość zawodników. Ta cecha powinna być wykorzystywana w wielu sportach.
Chodziłem na treningi bokserskie sekcji Polonii Leszno jako nastolatek i już wtedy zastanawiał mnie fakt, dlaczego chłopacy czy mężczyźni wybierają sobie właśnie ten sport do poważnego i systematycznego uprawiania.
Nigdy na ringu nie stoczyłem ani jednej porządnej walki, jednak moje dziecięce doświadczenia z bójek ulicznych niejako zmusiły mnie do spróbowania kilku sparringów. Okazały się one jednak „wybijającymi sport z głowy”.
Otóż, mimo tej samej wagi i nawet przewagi siłowej, doświadczenie i technika bokserska zawsze brały górę i łatwo było przewidzieć, kto walkę wygra.
Ciekawiło mnie też podłoże społeczno-psychologiczne tego sportu.
W tym moim małym Lesznie większość bokserów wydawała się być normalnymi ludźmi, z tym, że najlepsi byli zdecydowanie chuliganami lub facetami z pogranicza więzienia.
Zastanawiałem się przez całe życie, dlaczego właśnie tego typu mężczyźni akurat przebijają się do topu tego sportu.
Po wielu rozmowach i dyskusjach z przeróżnymi psychologami sportu zacząłem tworzyć własną teorię, być może błędną, że poszczególne jednostki, które lubią lub muszą dominować (muszą, bo tak są zakodowane), widzą akurat najprostszą drogę do osiągnięcia własnego celu życiowego właśnie przez boks.
Potwierdzić taka teorie mogą również zawodnicy uprawiający MMA czy amerykański football.
Po tej stronie oceanu mamy do czynienia z dodatkowym czynnikiem takiego wyboru. Otóż gratyfikacje finansowe dla czempionów w wymienionych sportach są ogromne a, z kolei, uzyskiwanie dobrych wyników – stosunkowo proste.
Dodatkowo – nierówności i niesprawiedliwości społeczno–ekonomiczne dodatkowo sprawiają, że dojście do szczytu jest praktycznie jedyną łatwiejszą i legalną drogą/ucieczką ze slumsów.
Zresztą podobnie z piłką nożna w Brazylii, Argentynie, Francji, w których piłkarze znajdują taką właśnie ucieczkę od brudnej i trudnej rzeczywistości.
Boks jest jednak najbardziej ciekawym zjawiskiem.
Na przestrzeni wielu lat obserwowałem różnych mistrzów bokserskich, ba, niektórych znałem osobiście bardzo dobrze.
W Polsce mieliśmy do czynienia ze skrajnymi przypadkami. Leszek Drogosz, Jerzy Kulej czy Józef Grudzień byli całkowicie różni w życiu prywatnym w porównaniu z ich życiem na ringu. Z kolei wielu innych po prostu nie mogło żyć bez bijatyk.
Najciekawszym przykładem tej złożoności psychiki bokserskiej jest ostatnio Manny Pacquiao, filipiński arcymistrz bokserski.
Został nazwany przez bokserski świat „Fighter of the Decade” na początku tego millenium.
Wielokrotny absolutny mistrz świata był uznawany przez 25 lat jako najlepszy bokser w swej wadze.
Przeszedł na emeryturę, gdyż dorobił się poważnej fortuny, którą trudna określić. Wiadomo jednak było, że otrzymywał około 20 milionów dolarów za walki tylko w pay-per-view transmisjach i ponad 1.4 miliarda dolarów w swoich ostatnich 24 walkach.
W maju 2010 roku został wybrany posłem do filipińskiego sejmu.
W międzyczasie był mocno zaangażowany w innych biznesach: film, muzyka, telewizja.
Został praktycznie jakimś ludzkim odzwierciedleniem nowego boga filipińskiego.
Dalej – w 2016 roku został senatorem i szefem poważnej komisji senackiej …
Wydawałoby się, że osiągnął wszystko – i co? Ano – wrócił na ring.
W wieku 41 lat pokonał niepokonanego Keitha Thurana…
Zastanawiam się, dlaczego?